2024 rok

Święta, święta i po świętach.

A nawet po nowym roku. Z perspektywy dojrzałej osoby stwierdzam, że nic w tym nadzwyczajnego, iż nastał kolejny. Taka kolej rzeczy: przychodzi jeden, odchodzi drugi, ludzie się cieszą, puszczają race, pukają się kieliszkami z szampanem mając nadzieję i życząc sobie, aby kolejny był jeszcze lepszy. Lub co najmniej tak dobry, jak ten, który odchodzi.

Od lat nie robię noworocznych postanowień, bo jestem dla siebie zbyt ważna – jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Nigdy też nie robiłam podsumowań minionego roku. Jednak w tym naszła mnie nostalgia na końcówce i jakoś wspomnienia same zaczęły napływać. Tym bardziej, że minionych 12 miesięcy obfitowało niemałą ilością wyjątkowych zdarzeń okraszonych mniejszymi czy większymi emocjami. Najczęściej większymi.

Zacznę od tematu przewodniego minionego roku i dość u mnie intensywnego w „chceniu”.

W styczniu pojawił się w moim życiu mężczyzna (po kilku latach posuchy 😉), który – bardzo chciałam, aby był na stałe. Niestety, pół wspólnego roku pokazało mi, że zakochanie się nawet w kimś fajnym nie jest takie proste. I kiedy ugruntowałam w sobie odczucie, że chleba z tego nie będzie postanowiłam tę relację zakończyć. Wiele się w czasie jej trwania nauczyłam, przede wszystkim dbania o swój dobrostan i bycia w prawdzie choćby nie wiem jak trudnej. Jestem bardzo wdzięczna za to doświadczenie.

W połowie roku, po kilku latach odezwał się do mnie mój były chłopak, na którym mi zależało ogromnie. Zanim to zrobił, jeszcze półtora roku wcześniej modliłam się do Wszechświata, żeby dał nam jeszcze jedną szansę abyśmy mogli zobaczyć, czy jednak nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni, a wszystkie trudności, z powodu których przestaliśmy ze sobą być nie odeszły bezpowrotnie. No to dał. Zapomniałam tylko poprosić, aby mój były chłopak był już gotowy na nas. Niestety nie był. Był natomiast (może dalej jest- nie wiem) całkiem dobrze wprawiony w nieświadomej – chcę wierzyć – manipulacji i znikaniu. A ja już jestem ze sobą w tak dobrym miejscu po terapiach, że nie mam zgody na takie traktowanie pomimo miłości wielkiej, która pozostanie ze mną chyba już na zawsze.

To ponowne zetknięcie się, choć wirtualne, postawiło mnie przed sobą pokazując, na ile potrafię postawić granice troszcząc się o siebie bez względu jak żarliwe noszę w sobie uczucie. Poprzeczka bardzo wysoka. Mimo tego – potrafiłam, choć było to bardzo, bardzo trudne.

No i pod koniec roku poznałam uroczego mężczyznę z cudnymi lokami i gładkim licem 🙂 Tym razem znajomość trwała dość krótko, bo też dość wcześnie okazało się, że mężczyzna chętnie opowiada o sobie, ale kompletnie nie jest ciekaw mnie. Nawet tak krótka i sympatyczna znajomość może coś wnieść do samorozwoju i pokazać w jakim miejscu jest się ze sobą w konkretnym temacie. Mnie utwierdziła w przekonaniu, że szkoda czasu nawet na naprawdę przystojnego mężczyznę jeśli on nie bardzo wykazuje inicjatywę w tym, aby relacja się rozwijała i kwitła.

Te trzy sytuacje umocniły mnie w przeświadczeniu, że wolałabym być sama niż z kimś, kto nie traktuje mnie poważnie i z szacunkiem. Nie mniej czuję szóstym zmysłem, że jest gdzieś mężczyzna, który niebawem (pojęcie względne of coruse 😉 ) pojawi się, stanie przede mną i za jakiś czas ktoś o nas napisze: i żyli długo i szczęśliwie 🙂 I to było jedyne moje życzenie na ten rok: spotkać takiego mężczyznę; te, które zawsze sobie składałam albo się urzeczywistniły, albo idą w kierunku spełnienia. Nie ma więc co Wszechświatowi w kółko brzęczeń nad głową w tych samych kwestiach.

W minionym roku wyklarowało mi się coś, co bardzo mnie dręczyło ileś ostatnich długich lat. Mianowicie obszar, któremu chcę poświęcać swój czas. Świat jest tak niezmiernie ciekawy, że trudno było mi się opanować przed eksplorowaniem w książkach a przede wszystkim w internie wielu interesujących mnie tematów. Wiedza zalewa sieć i trudno było się oprzeć przed jej zdobywaniem.

Aż przyszedł pamiętny dzień we wrześniu bicia rekordu Polski w kręceniu kremu naturalnego. Gościem specjalnym po tym wydarzeniu był Jacek Walkiewicz. Po jego wykładzie, nic już nie było takie jak przedtem. Wracając do domu odtwarzałam wszystko to, co przeżyłam w czasie tego kilkugodzinnego spotkania. Wszystko co w sercu dla mnie najważniejsze jeśli chodzi o moją działalność – wyklarowało się. Było dla mnie tak oczywiste, że nie pozostawiło żadnych wątpliwości. Wiem, w jakim kierunku będzie zmierzała moja firma będę ją prowadziła, jak będę ją prowadziła: zostanie w niej i będzie rozwijana terapia poprzez ciało; no i tworzenie z ziół remediów dla zdrowia i urody. Ten drugi aspekt pięknie współgra z pierwszym. Wszak także dotyczy ciała.

Kocham współpracę, w zespole czuję się jak ryba w wodzie. Zawsze tak było, dlatego też często zapraszam do swoich projektów kogoś bliskiego komu ufam i z kim się bardzo dobrze dogaduję. Tym razem podczas „spotkania na szczycie” w Przymiarkach padła propozycja współpracy od bliskiej koleżanki. Radość wielka, bo jak się okazało, każda z nas (trzech) myślała o tym, aby w pewnym obszarze naszej działalności połączyć siły i wspierać się wzajemnie. Będziemy to pomalutku rozwijały <3

Jestem też od grudnia w nowym gabinecie, który jest piękny i ma dobrą energię. Zresztą Klinika Zdrowego Ciała ma trzy gabinety więc dołączyłam jako czwarta do teamu. Każda z nas ma inny obszar, w którym się realizuje, ale wszystkie dotyczą właśnie ciała – jak może być jeszcze lepiej! Od czerwca będę mogła już pracować jako psychoterapeutka więc wachlarz moich usług znacznie się powiększy – radość mam ogromną!

Cóż więcej chcieć? Może doby o godzinę dłuższej i zdrowia, bo coraz bardziej doceniam i ten aspekt.

No to do Życia!